Forum Entomologiczne - Chrząszcze i Motyle Polski - strona główna

Polskie Forum Entomologiczne

PFEnt. - http://www.entomo.pl/forum/
Teraz jest piątek, 15 gru 2017, 05:22

Strefa czasowa: UTC + 1




-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
|     Prosimy o podawanie miejsca i daty obserwacji. To przyśpieszy oznaczenie i ułatwi dyskusję.     |
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 40 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Odmaczanie
PostNapisane: środa, 4 lut 2004, 09:45 
Czolem ! Jaka metode odnosnie odmaczania a raczej uelastyczniania ( uwadniania ) zaszuszonych okazow preferujecie ? Roznie koncza sie cazasami proby powtornej preparatyki nawet po uwodnieniu owada. Ja zaczalem praktykowac metode przyspieszona nad goraca para wodna..
Ciekawy jestem Waszych doswiadczen


Ostatnio edytowano czwartek, 6 lis 2008, 22:15 przez Przemek Zięba, łącznie edytowano 1 raz

Share on FacebookShare on TwitterShare on Google+
Góra
  
 
 Tytuł: odmaczanie chrząszczy
PostNapisane: środa, 4 lut 2004, 13:10 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): wtorek, 3 lut 2004, 07:15
Posty: 1395
Lokalizacja: Poznań
Specjalność:
Ja stosuje dwie metody w zależności od wielkości chrząszcza i jego delikatności. Gdy są to okazy małe (tak poniżej 1 cm, ale to też zależy od stopnia sklerotyzacji) i delikatne to wrzucam je do octu (takiego zwykłego zs sklepu - 10%) i podgotowuje to pierwszego lekkiego wrzenia, ale trzeba bardzo uważać by nie przegapić momentu kiedy należy przestać gotować chrząszczyka gdyż inaczej ciśnienie wysadza skrzydła spod pokryw i trudno je potem z powrotem włożyć, więc obserwuje gotującego się chrząszcza i gdy pojawią się pierwsze pombelki powietrza i zaczyna ocet parować szybko go wyciągam, to rozmiękczanie trzeba trochę wycwiczyć sobie, właśnie ze względu na omówiony powyżej moment. Duże chrząszcze natomiast i mocno zesklerotyzowane po prostu wrzucam na parę chwil do wrzątka.


Góra
 Zobacz profil WWW 
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 4 lut 2004, 13:59 
super ! Podoba mi się !
Natomiast kiedyś uskuteczniałem powolne uelastycznianie w temperaturze pokojowej, niestety często kończyło się to najczęściej pleśnieniem mimo dodatków karbolu...
pozdrawiam


Góra
  
 
 Tytuł: Działanie octu
PostNapisane: środa, 4 lut 2004, 14:08 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): poniedziałek, 2 lut 2004, 19:35
Posty: 6427
Lokalizacja: Tomaszów Mazowiecki
UTM: DC30
poziom: zaawansowany
Specjalność: Cerambycidae
inne zainteresowania: Muzyka, informatyka, makrofotografia.
Z tym octem to ciekawa sprawa. Ja go stosuję do wstępnego nawilżenia owada przed wrzuceniem do do benzyny na dłuższy okres czasu (taka nowa metoda przechowywania :-). Chodzi o to, że benzyna (ekstrakcyjna) "wysusza" nieco owada, czyli przed włożeniem należy wyposażyć go  w wodę. Oczywiście można to zrobić i po wyjęciu, ale lepiej wyjmować z benzyny elastyczne okazy. A więc reasumując: ocet dobrze nawilża, utrzymuje wodę w ciele owada i przy okazji zapobiega procesom gnilnym. Ale tej metody z nawilżaniem nie znałem. Dzięki.
jk


Góra
 Zobacz profil WWW 
 
 Tytuł: rozwilżanie chrząszczy
PostNapisane: środa, 4 lut 2004, 16:56 
Moje doświadczenia na ten temat są następujące:
- powolne rozwilżanie w temperaturze pokojowej jest możliwe, ale należy do wody w pojemniku dodać trochę octu - niskie pH zapobiega wzrostowi większości mikroorganizmów przez dość długi czas
- przedłużyć można rozwilżanie, jeśli pojemnik trzyma sie np.  w lodówce (w niskiej temperaturze mikroby też wolniej rosną)
- do wody gdzieś na minimum noc wkładam także świeżo zatrute chrząszcze - znakomicie miękną stawy, odnóża i czułki lepiej się układają; także woda odmywa nieco wydzielin, którymi niekiedy owad pokrywa się podczas zatruwania
- teraz często nawet nie wkładam owada bezpośrednio do cieczy, ale nawilżam leżącego na kawałku kartonu wpiętego w pojemniku ponad lustro płynu; wysoka wilgotność w pojemniku często jest wystarczająca, aby owad już po jednej, dwóch dobach nadawał się do rozpinania.
Oczywiście, pojemnik zawsze jest zamknięty od góry.
Trudne jest niekiedy odwilżenie okazów, które były uprzednio odtłuszczone kąpielą w np. ksylenie, czy octanie etylu. Wówczas podczas odwilżania z ciała owada niekiedy wypływają jakieś "zawartości", które osadzają się np. na włoskach tułowia, czy odwłoka.
Z innych owadów:
próbowałem rozwilżać wysuszone cykady, ale ich błoniaste skrzydła nie były gładkie (jakby napięte), lecz wyraźnie się marszczyły - efekt ten nie znikał po ponownym wysuszeniu.


Ostatnio edytowano czwartek, 6 lis 2008, 22:14 przez Marek Wełnicki., łącznie edytowano 2 razy

Góra
  
 
 Tytuł: Re: odmaczanie chrząszczy
PostNapisane: czwartek, 5 lut 2004, 05:45 
Offline

Dołączył(a): czwartek, 5 lut 2004, 02:00
Posty: 1910
Lokalizacja: Palearktyka
Specjalność:
Marek Przewoźny napisał(a):
Gdy są to okazy małe (tak poniżej 1 cm,


Marek, boj sie boga, 1 cm to male? "Male" to sie zaczyna od milimetra w dol ;-)

A tak powaznie, to ja na zimno juz od lat niczego nie rozwilzam, drobnym okazom (wiekszosc materialu, ktorym sie zajmuje) wystarczaja 2 min. w goracej wodzie destylowanej (goraca, to jest taka, kiedy moge w nia palec wsadzic bez obawy o pobicie rekordu w skoku wzwyz, maks. jakies 50-60 stopni). Najlepiej raczej wieksza objetosc, czyli np. szklanka, zeby rozpuszczajacy sie klej z kartonika sie rozcienczyl i nie ufajdal wloskow okazu (nawet plukac nie trzeba). Jak sie uzywa wody z kranu, to dosc czesto takie maluchy po wyschnieciu maja nalot z tego calego syfu, ktory sie z wody wytraca (czyli glownie kwasne weglany wapnia i magnezu). Duze, ciemne zwierzaki z gruba chityna spokojnie mozna wrzucic do wrzatku, jak napisal Marek. Raz, ze szybko, dwa, ze wystarcza to za dezynfekcje.  Odrobina octu dolana do takiej kapieli znakomicie poprawia elastycznosc okazu. Normalnie kwas octowy ma dzialanie obkurczajace tkanki, wiec dodaje sie go do roznych utrwalaczy alkoholowych, zeby rownowazyl speczniajace wlasciwosci etanolu, co pozwala zachowac okazy bez niepotrzebnych deformacji. Przy rozwilzaniu suchego materialu ocet przyspiesza penetracje roztworu do tkanek, poprawia tez (choc czasem trudno to zauwazyc) zblakniete kolory u niektorych chrzaszczy.

pozdrawiam,
Pawel


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: odmaczanie
PostNapisane: poniedziałek, 9 lut 2004, 08:57 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): środa, 4 lut 2004, 13:36
Posty: 935
Lokalizacja: Warszawa
Specjalność:
To i ja dorzucę swoje trzy grosze - chrząszcze z wypraw przewozi się dobrze w pudełkach po filmach - byle z miękiego plastiku. Twardy jest nieodporny na octan. A tak wystarczy dodać parę ktopli octanu i kawałek stajtaśmy żeby się nie przemieszczały i mogą jechać - poza tym nie wzbudza to takiej uwagi celników. Po przyjeżdzie wrzucam to wszystko do wody z ludwikiem i pędzelkiem robię "pranie"- dział to kojąca zwłaszcza na kruszczyce!!! Znam też jednego osobnika który otrzymuje piękne orszoły załatwiając je nie octanem a przy pomocy kuchenki mikrofalowej - rzeczywiście włoski wyglądają zabujczo.
Co do motyli to trzyman je w zamrazalce - kiedy ma się ochotę wyjmuje się i są świeze trzeba tylko szybko rozpinać bo jak zeschną to juz nic im nie pomoże.
Z suchymi postępuję tak - garnek w garnku umieszczona 2-3cm nad dnem siatka aluminiowa jub z stali kwasowej- miedz się nie nadaje chyba ze ktoś chce produkować kratniki!!! układam motyle staram się by odwłoki przylegały bezpośrednio do siatki a skrzydła były jak najdalej od - blokuje zapałkami. Kilka ktopli octanu i podgrzewam do wrzenia przy otwartej pokrywie. Gdy woda wrze wyłączam gaz i przykrywam pokrywkę. Po około 1/2g powtarzam operację. I zostawiam na około 8 h robię to przed wyjściem do roboty. Po tym czasie pozostaje tylko usiąść nad rozpinadłami. Ważna rzecz- pokrywka dobrze żeby nie  była płaska- wtedy skraplająca się u góry woda nie kapie na okazy a spływa po ściankach


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: odmaczanie
PostNapisane: wtorek, 10 lut 2004, 18:28 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): poniedziałek, 2 lut 2004, 23:27
Posty: 3792
Lokalizacja: Skierniewice
UTM: DC45
poziom: zaawansowany
Specjalność:
grzegorzb napisał(a):
... Znam też jednego osobnika który otrzymuje piękne orszoły załatwiając je nie octanem a przy pomocy kuchenki mikrofalowej - rzeczywiście włoski wyglądają zabujczo...


Zwaliło mnie z nóg. Ten znajomy powinien sobie ja...a do mikrofalówki włożyć ! Włoski też wyglądały by zabójczo. Dziwię się, że jeszcze nie dałeś opieprzu temu znajomemu, który zajmując się owadami nie ma dla nich kompletnie szacunku. Przecież to żywe istoty, trzeba wykazać się odrobiną humanitaryzmu, jeśli już zabijamy, to róbmy to w cywilizowany sposób.

To tyle ode mnie. Musiałem to napisać !


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 11 lut 2004, 09:53 
Troche szokujaca metoda z mikrofalowka....nie wiedzialem ze moim pytaniem rozpetam taka wymiane informacji, prawde powiedziawszy cel naukowo - edukacyjny to forum spelnia w 150 %
P


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 11 lut 2004, 11:42 
Przemek napisał(a):
Troche szokujaca metoda z mikrofalowka....nie wiedzialem ze moim pytaniem rozpetam taka wymiane informacji, prawde powiedziawszy cel naukowo - edukacyjny to forum spelnia w 150 %


Zabicie owada jest wystarczająco przykre, oczywiście gdy robimy to w celach naukowych - uzasadnione, ale trzeba to robić odpowiednio. Naukowo-edykacyjny charakter forum potwierdzam również, sądzę, że początkujący amatorzy mogą się tu wiele nauczyć i chyba o to chodzi. Myślę, że z czasem kiedy więcej osób będzie posiadało aparaty cyfrowe zaczniemy prezentować swoje gabloty, okazy, sprzęt - żeby można było się na czymś wzorwać. Sam pamiętam jak dawno temu byłem "głodny" takich obrazków i informacji.


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 11 lut 2004, 11:43 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): poniedziałek, 2 lut 2004, 23:27
Posty: 3792
Lokalizacja: Skierniewice
UTM: DC45
poziom: zaawansowany
Specjalność:
Zapomniałem się zalogować, ale już ujawniam tożsamość.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 11 lut 2004, 14:53 
ano Grzegorzu czlowiek uczy sie cale zycie :)) Brakowalo mi info dot. odmaczania, raczej rzadko to robie ale wymiana informacji byla ok :))
pozdrawiam Przemek Z lublina


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: niedziela, 22 sie 2004, 15:24 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): sobota, 21 sie 2004, 17:33
Posty: 7
Lokalizacja: Zabrze
Specjalność:
Witam, przedstawię swoją metodę na tzw. rozmiękczenie owada... nie wiem jak z motylami bo nie testowałem ale na chrzaszcze działa no i przede wszystkim nie łapie mi się ich pleśń. Moja metoda polega na tym iż mam przygotowany garnek w środku którego mam zrobioną podstawkę z blachy (blacha ma wygięte w dół 4 rogi i jej powierzchnia wygląda jak sitko czyli ma dziórki...). W garnku mam wodę z zawartościa Tymolu środek dostępny w sklepach chemicznych cena może przerażać bo za 250ml 65zł ale środek naprawdę działa, poprawia parowanie wody a tym samym szybsze przenikanie wody przez ciało owada a tym samym zapobiega pleśnieniu no i jak wynika z moich obserwacji po spreparowaniu dość szybko owad zasycha :) Metodę ta pokazał mi entomolog z Niemiec... Może komuś się przyda :)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: wtorek, 24 sie 2004, 08:33 
Offline

Dołączył(a): czwartek, 5 lut 2004, 02:00
Posty: 1910
Lokalizacja: Palearktyka
Specjalność:
Zbik napisał(a):
W garnku mam wodę z zawartościa Tymolu środek dostępny w sklepach chemicznych cena może przerażać bo za 250ml 65zł ale środek naprawdę działa, poprawia parowanie wody a tym samym szybsze przenikanie wody przez ciało owada


Po pierwsze, tymol jest cialem stalym, wiec sprzedaje sie go nie na mililitry, tylko na gramy. Po drugie, jedynym dzialaniem tymolu jest zabijanie grzybow, i do tego celu wystarczy mikroskopijny, ledwo widoczny golym okiem krysztalek wrzucony do szklanki cieplej wody. Tymol ma bardzo mala rozpuszczalnosc w wodzie, ale to co z takiej malej ilosci zdola sie rozpuscic w zupelnosci wystarcza do ochrony przed grzybami. Lepiej jest zreszta spryskac wnetrze szafy na gabloty etanolowym roztworem tymolu (wystarczy stezenie rzedu 0,1-0,5%). Rzecz jest powszechnie znana, ale u nas wilgotnosc powietrza nie jest az tak duza, zeby plesn byla wielkim problemem, wiec w zasadzie nikt tego nie stosuje (moze czesciej w zielnikach). Typowo kysztalek tymolu wklada sie do probowek z suchym materialem, ktory ma dlugo lezec, albo do kopert; na pewno nie zaplesnieje. Trzeba pamietac, ze tymol sublimuje i po jakims czasie caly wyparuje; wiec daje sie go tyle, zeby latwo wyczuc jego zapach (a wlasciwie czas, kiedy juz tego zapachu nie ma).
To co piszesz o "poprawianiu parowania wody" to bzdury.
Pawel


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: wtorek, 24 sie 2004, 13:43 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): sobota, 21 sie 2004, 17:33
Posty: 7
Lokalizacja: Zabrze
Specjalność:
No wiesz ja poznałem właśnie takie zastosowanie tymolu (lub czegos o podobnej nazwie) bo z tego co piszesz to mówimy o 2 różnych substancjach może to o czym ja piszę ma troche inaczej pisaną nazwę nie wiem jak się to u nas nazywa ale fiolka opisana przez mojego znajomego z Niemiec jest w ten sposób "Tymolium" wiec myślałem ze to to samo :) ale to co ja mam to się bardzo dobrze rozpuszcza w wodzie, po za tym woda wyparowuje a substancja zostaje :) następnym razem wystarczy dodac tylko wody.... ma strasznie drażniący zapach a krysztalki sa strasznie małe więc kryształek by raczej nie wystarczył i sprawdzałem przy małej ilości łapała pleśń.... po za tym poprawia parowanie (dynastes hercules nadawał się do preparowania po ok 15 godzinach - garnek stał w pokoju przy temp ok 23 stopni to troche szybko nie uważasz?? ) Wydaje mi się ze rozmawiamy o 2 różnych środkach ale to chyba przez to że ni epotrafię znaleść nic innego o podobnej nazwie w Polsce....


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 25 sie 2004, 09:25 
Offline

Dołączył(a): czwartek, 5 lut 2004, 02:00
Posty: 1910
Lokalizacja: Palearktyka
Specjalność:
Zbik napisał(a):
No wiesz ja poznałem właśnie takie zastosowanie tymolu (lub czegos o podobnej nazwie) bo z tego co piszesz to mówimy o 2 różnych substancjach może to o czym ja piszę ma troche inaczej pisaną nazwę nie wiem jak się to u nas nazywa ale fiolka opisana przez mojego znajomego z Niemiec jest w ten sposób "Tymolium"


Wiec moze porozmawiamy jak juz bedziesz wiedzial o czym mowisz?
Tymol (3-metylo-6-izopropylofenol, czy jak kto woli 3-hydroksy-para-cymen) jest uzyskiwany z olejku tymolowego, a ten z kolei produkuje sie na drodze destylacji z para wodna ziela macierzanki. Byc moze masz wlasnie tenze olejek, ale to juz sam musisz wiedziec. Jesli chodzi o wlasciwosci grzybobojcze, to czysty tymol jest duzo lepszy, ale oczywiscie olejek tez sie nada, w koncu zawiera nawet do 50% zwiazkow fenolowych (nie tylko tymol), wiec dla rozmaitych mikroorganizmow jest zabojczy. W wodzie olejek sie nie rozpuszcza, bo nie bylby olejkiem ;-)

Zbik napisał(a):
po za tym poprawia parowanie


Caly czas obowiazuje ta fizyka, ktorej mnie uczyli w szkole? Czy cos przeoczylem?

pozdrawiam,
Pawel


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 25 sie 2004, 13:19 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): sobota, 21 sie 2004, 17:33
Posty: 7
Lokalizacja: Zabrze
Specjalność:
No to właśnie pisze że nazwę jaką mi napisali to tymolium... nie wiem co to dokładnie jest bo znajomy kupuje to normalnie w aptece na zamówienie. Nie znam się na chemji więc raczej nie będe się wywodził, widzę że od tych spraw jesteś expertem. Jak  już napisałem te kryształki bez problemu rozpuszczają się w wodzie więc mowa o 2 różnych substancjach.... spytam znajomego co do dokładnie jest a raczej by dowiedział się jaki jest wzór chemiczny to zaciągnę info u Ciebie co to takiego Ok ?? Dzięki za wyprtowadzenie z błędu. Aha jeszcze jedno sprawdziłem postawiłem 2 identyczne garnki z wodą w tym samym miejscu w tym z tymolium krople wody zebrały się na szybce juz po ok 15-20 min a woda bez dodatku jeszcze długo nie dawała oznak parowania.... więc nie wiem już nic...
Dzięki za pomoc i uświadomienie chemiczne..
Pozdrawiam


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 26 sie 2004, 09:27 
Offline

Dołączył(a): czwartek, 5 lut 2004, 02:00
Posty: 1910
Lokalizacja: Palearktyka
Specjalność:
Zbik napisał(a):
spytam znajomego co do dokładnie jest a raczej by dowiedział się jaki jest wzór chemiczny to zaciągnę info u Ciebie co to takiego Ok ??


OK

Zbik napisał(a):
postawiłem 2 identyczne garnki z wodą w tym samym miejscu w tym z tymolium krople wody zebrały się na szybce juz po ok 15-20 min a woda bez dodatku jeszcze długo nie dawała oznak parowania.... więc nie wiem już nic...


Praw fizyki nie przeskoczysz.

Pawel


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 26 sie 2004, 12:07 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): wtorek, 3 lut 2004, 07:15
Posty: 1395
Lokalizacja: Poznań
Specjalność:
W związku z prawami fizyki to przypomina się od razu mi słynny skecz Ucz się Jasiu z Kabaretu Dudek: "Praw fizyki Pan nie zmienisz i nie bądź Pan rura" "Nie bądź Pan rura i nie pękaj Pan" :-)))))))))))


Góra
 Zobacz profil WWW 
 
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 10 wrz 2004, 20:56 
Offline

Dołączył(a): czwartek, 9 wrz 2004, 22:41
Posty: 11
Lokalizacja: Rzeszów
Specjalność:
Moj sposob na rozmiekczanie motyli jest taki: wbic motyla na szpilke a pozniej wbic wraz ze szpilka w ziemie (w moim przypadku w misce) Przykryc szklanka albo przy malych okazach kieliszkiem a przeciw plesnieniu to daje kulke naftaliny. Zalac ziemie dookola  goraca woda. I tak zostawic motyla na nienaslonecznionym miejscu przez 3-4 doby codziennie zalewajac ziemie goraca woda. Po ty 3-4 dniach zdjac go i dac na rozpinadlo powoli i delikatnie otwierajac skrzydla motyla. Sposob mojego dziadka choc dlugoterminowy to powiem, ze nigdy nie zdazylo mi sie odlamac jakiekolwiek skrzydelko przy otwieraniu, ani miec zadnych klopotow w zwiazku z tym.
Pozdrawiam


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: sobota, 11 wrz 2004, 07:36 
TROCHE klopotliwe.....
ale ciekawe:0


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: wtorek, 21 wrz 2004, 16:45 
Offline

Dołączył(a): poniedziałek, 16 lut 2004, 21:58
Posty: 74
Lokalizacja: Wronki
Specjalność:
Jesli chodzi o odmaczanie chrząszczy, nie wiem czy jest to prawidlowa metoda, to ja uzywam stęzonego amoniaku, tzn. wodorotlenku amonu czyli wody amoniakalnej - owady nie plesnieją i w zalezności od wielksci w czasie od kilku godzin do doby są gotowe do preparowania czy to aparatw kopulacyjnych czy to do zwyklego rozpinania.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 22 wrz 2004, 08:11 
Offline

Dołączył(a): poniedziałek, 16 lut 2004, 14:37
Posty: 306
Lokalizacja: Warszawa
Specjalność:
Tomasz Barłożek napisał(a):
Jesli chodzi o odmaczanie chrząszczy, nie wiem czy jest to prawidlowa metoda, to ja uzywam stęzonego amoniaku, tzn. wodorotlenku amonu czyli wody amoniakalnej - owady nie plesnieją i w zalezności od wielksci w czasie od kilku godzin do doby są gotowe do preparowania czy to aparatw kopulacyjnych czy to do zwyklego rozpinania.


Ewentualnym naśladowcom zalecam daleko idącą ostrożność, ponieważ stężona woda amoniakalna :
1) jest żrąca (jest to po prostu zasada amonowa)
2) wydziela w sporych ilościach amoniak, który jest szkodliwym gazem (abstrahując od jego smrodu - potrzymanie otwartej butelki w pomieszczeniu nie pod wyciągiem powoduje gwałtowną ucieczkę większości obecnych osób lub akty agresji w stosunku do winnego :-)).

A jak jest z barwami chrząszczy - nie obserwujesz ich blaknięcia po wodzie amoniakalnej? I jak z trwałością okazu - czy po jakimś czasie nie ma tendencji do rozpadania się w stawach?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 22 wrz 2004, 09:29 
Offline

Dołączył(a): czwartek, 5 lut 2004, 02:00
Posty: 1910
Lokalizacja: Palearktyka
Specjalność:
Tomasz Barłożek napisał(a):
Jesli chodzi o odmaczanie chrząszczy, nie wiem czy jest to prawidlowa metoda, to ja uzywam stęzonego amoniaku, tzn. wodorotlenku amonu czyli wody amoniakalnej - owady nie plesnieją i w zalezności od wielksci w czasie od kilku godzin do doby są gotowe do preparowania czy to aparatw kopulacyjnych czy to do zwyklego rozpinania.



Trzymasz chrząszcze w stężonym amoniaku przez dobę??? Ja w ten sposób usuwałem kiedyś tkanki miękkie z kopulatorów, pięknie się rozpuszczają, ale przy okazji elementy chitynowe się przyciemniają, więc już dawno z tego zrezygnowałem.  Zresztą ja to robiłem w wodzie amoniakalnej maksymalnie do 10%. Przez dobę na pewno sporo delikatnych struktur błoniastych się rozpuści, choć pewnie w przypadku jakiegoś jelonka czy innego dużego i ciemnego okazu nie jest to problemem.
Zupełnie nie rozumiem tych udziwnionych patentów - całe życie rozwilżam okazy w wodzie o temp. ok. 60 st. C z odrobiną octu i jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby trwało to dłużej niż 20 minut, niezależnie od wielkości.
Paweł


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 22 wrz 2004, 10:59 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 25 lip 2004, 14:08
Posty: 427
Lokalizacja: Białowieża/Cegłów
Specjalność:
Witajcie!!!!!

Ja  od zawsze używam do rozmiękczania chrząszczy pary wodnej, ale tylko przy małych okazach (to w zupełności wystarcza). Stoję nad czajnikiem z gazą i już...:). Zaś do większych chrząszczy lub mniejszych, ale bardzo zaschniętych stosuję jak Paweł powiedział zwykłą wodę, z tym że ja zagotowuję ją i do wrzątku wrzucam chrząszcza bez dodawania octu.  Może to odbija się na czasie, bo muszę czekać więcej niż 20 minut, ale jak już siadam do tego, to z reguły nastawiam się na spędzenie nad tym sporej ilości czasu (w zależności od ilości rozmaczanych chrząszczy). Metody te można zastosować w każdej kuchni oczywiście z kuchenką gazową......
Proste sposoby nie wymagające dodawania żadnej innej chemii tylko H2O!!!!
Pozdrawiam
rp


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 23 wrz 2004, 09:50 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): środa, 4 lut 2004, 13:36
Posty: 935
Lokalizacja: Warszawa
Specjalność:
Kris napisał(a):
Moj sposob na rozmiekczanie motyli jest taki: wbic motyla na szpilke a pozniej wbic wraz ze szpilka w ziemie (w moim przypadku w misce) Przykryc szklanka albo przy malych okazach kieliszkiem a przeciw plesnieniu to daje kulke naftaliny. Zalac ziemie dookola  goraca woda. I tak zostawic motyla na nienaslonecznionym miejscu przez 3-4 doby codziennie zalewajac ziemie goraca woda. Po ty 3-4 dniach zdjac go i dac na rozpinadlo powoli i delikatnie otwierajac skrzydla motyla. Sposob mojego dziadka choc dlugoterminowy to powiem, ze nigdy nie zdazylo mi sie odlamac jakiekolwiek skrzydelko przy otwieraniu, ani miec zadnych klopotow w zwiazku z tym.
Pozdrawiam

Wersja skrócona tego patentu to ustawienie motyla pod szklanym przykryciem na kaloryferze - mięciutki już po 1 dobie albo ustawienie go w kąpieli parowej - czyli motyl wbity na szpilke ta wbita w piankę lub steropian ten zanurzony w garku z gotującą się woda - lepiej trzymać na granicy parowania niz wrzenia - motyl gotowy do rozpięcia mp. modraszek po około 1 g parowania.
PS a nie rdzewieją Ci szpilki po 3-4 dniach trzymania w ziemi?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 23 wrz 2004, 17:33 
Offline

Dołączył(a): czwartek, 9 wrz 2004, 22:41
Posty: 11
Lokalizacja: Rzeszów
Specjalność:
Nawet nie zwrocilem na to uwagi, ale jak napisales mi o tym zaraz poszedlem sprawdzic i powiem Ci, że szpilki gładziudkie i czarniutkie. Pozdrawiam


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 23 wrz 2004, 18:43 
Co kraj to obyczaj ale sporo sie ciekawych rzeczy mozna dowiedziec prowokujac temat mysle ze nalezy prowokowac rozne tematy wszyscy skorzystamy :)


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 24 wrz 2004, 09:14 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): środa, 4 lut 2004, 14:19
Posty: 313
Lokalizacja: Kluczbork
Specjalność:
Witam.
  Podobnie jak Przemek jestem zaskoczony mnogością podanych tu metod. Stosując jednak wyszukane chemikalia nie mamy gwarancji, ze za kilkanaście/kilkadziesąt lat okaz, kartonik pod okazem lub szpilka się nie rozpadnie ;). Ja, tak jak Paweł stosuję poprostu odmaczanie w wodzie. (Dalej piszę tylko o chrząszczach!) Na szalce Petriego kładę ligninę lub biały papier toaletowy (ważne by zawierał jak najmniej dodatków poza ligniną, najlepiej same włókna bez wybielaczy i innych udziwnień). Na tym układam okazy do odwilżenia i wkraplam wodę (koniecznie destylowaną, szczególnie gdy okazy mają kilka mm). Dodatkowo kropla czy dwie octu nie zawadzi. Malutkie chrząszczyki są gotowe do preparowania po kilkunastu minutach, większe po kilku godzinach.
  Uwaga: zauważyłem, że jakkolwiek wyższa temperatura trochę przyśpiesza rozmiękanie okazu to ustawienie w/w szalki z okazami pod np. żarówką może dac efekt przeciwny. Co prawda szalka zdrowo zaparuje, ale okazy (szczególnie małe) wewnątrz wyschną! Podobnie traktowanie okazu gorącą parą wodną często zmienia jego barwę (przyciemnia okaz).
  Osobny temat to okazy sprężyste. Ze względu na chroniczny brak czasu nie mocuję się z nimi lecz naklejam na trójkąt. Przy większych okazach można się pokusić o "gimnastykę" okazu.
  Ciekawi mnie natomiast temat przyczyn sprężystości okazu. Często jest to cała próbka z danego stanowiska. Zauważyłem, że najczęściej sprężyste są okazy, które zbyt długo (w stresie) przebywały niestrute (niedotrute) w zatruwaczce, często ze swoimi naturalnymi drapieżcami. I częściej sprężyste są samce (bardziej wrażliwe na stres??).
To tyle moich spostrzeżeń. Co na temat sprężystości okazów sądzą inni??


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 24 wrz 2004, 10:13 
Offline

Dołączył(a): czwartek, 5 lut 2004, 02:00
Posty: 1910
Lokalizacja: Palearktyka
Specjalność:
Roman Królik napisał(a):
  Osobny temat to okazy sprężyste. Ze względu na chroniczny brak czasu nie mocuję się z nimi lecz naklejam na trójkąt.


Poza śmiercią ze skurczonymi mięśniami nie przychodzi mi nic innego do głowy; ale masz rację, czasem spora część próbki sprawia problemy, a czasem wszystkie okazy są przyjemnie zrelaksowane. Wiekszość chrząszczy przetrzymana w parach octanu przez dobę czy dwie daje się później łatwiej preparować, ale ja też (jak pewnie większość z nas)  nie mam zbyt dużo czasu na zabawę i jak coś jest oporne to idzie na trójkąt. Na prostowanie sztywnych okazów jest metoda, ale trochę upierdliwa - słyszałem o patencie z pepsyną, ale mi się nigdy nie chciało aż tak kombinować. Jak dotychczas najwięcej eksperymentowałem z prostowaniem kusaków z jakichś pułapek z glikolem albo z samołowek na motyle, w których użyto wybitnie usztywniającego chloroformu; co jak co, ale pogięty kusak z podkurczonymi nogami jakoś mnie nie uszczęśliwia. Kusakom (dopiero co zabitym, przechowywanym w alkoholu czy na sucho) bardzo dobrze robi parę godzin w płynie Scheerpeltza, ale już np. z ryjkowcami to średnio działa.

Paweł


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: sobota, 25 wrz 2004, 22:56 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): niedziela, 25 lip 2004, 14:08
Posty: 427
Lokalizacja: Białowieża/Cegłów
Specjalność:
Cytuj:
Podobnie traktowanie okazu gorącą parą wodną często zmienia jego barwę (przyciemnia okaz).


Zgadzam się z tym, ale okaz szybko wysycha i nie ma żadnego później przyciemnienia. Po prostu ta wilgoć, która się osadza na okazie szybko odparowuje.... No, ale jak w każdej regule są wyjątki, bo nawet przy Corymbiach po dłuższym ich przetrzymaniu w samym octanie etylu następuje „przebarwienie” pokryw. Wygląda to na „przebarwienie”, ale po głębszym wniknięciu widać, że skrzydła błoniaste przyklejają się do pokryw i pozostają przyciemnione....(to przebarwienie już nie znika, nawet po zaschnięciu okazu). Mój sposób, już mówię: leciutko podważyć pokrywę okazu i „dmuchnąć” parę razy, to może wystarczyć, a jak nie to delikatnie „odkleić” skrzydło błoniaste szpileczką od pokryw i także dmuchnąć.....Octan się szybko ulatnia, więc taką metodę sobie obrałem. Chyba, że ma ktoś inne sposoby, chętnie posłucham!!!???
Pozdrówki wszystkim
rp


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 11 paź 2004, 22:26 
Offline

Dołączył(a): poniedziałek, 16 lut 2004, 21:58
Posty: 74
Lokalizacja: Wronki
Specjalność:
Marek Wełnicki napisał(a):

A jak jest z barwami chrząszczy - nie obserwujesz ich blaknięcia po wodzie amoniakalnej? I jak z trwałością okazu - czy po jakimś czasie nie ma tendencji do rozpadania się w stawach?


Cóż amoniak przechowuje w naczyniu ze szlifem, kto mial laborki  z chemii wie co to jest, a w czasie odmaczania owadów nie wkłądam do tego amoniaku paluchów. co to zmiany barw, nie zauważylem wiekszych zmian, choć nie wykluczone, że niektóre gatunki mogą miec do tego tendencje. Co do trwałości to na bieżaco nie widzę nic szczególnego, jak owady rozmaczane bedą sie zachowywać za 10-15 lat zobaczymy.

Paweł Jałoszyński napisał:
Zupełnie nie rozumiem tych udziwnionych patentów - całe życie rozwilżam okazy w wodzie o temp. ok. 60 st. C z odrobiną octu i jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby trwało to dłużej niż 20 minut, niezależnie od wielkości
.

Coż Pawełku, ja metode z amoniakiem znalazlem w jednym z Kluczu do oznaczania owadów Polski. muszę przyznać że tam polecali amoniak 15 %, ja uzywam silniejszego, bo taki mam pod ręką. nie zamierzam się kurczowo trzymac swojego sposobu, po zapoznaniu sie z metodami szanownych kolegow wypróbuje je, bo mam w perspektywie do rozmoczenia Caulotrupodes aeneopiceus (Curculionidae) i nie chciałbym ich zmarnować. Pozdrawiam wszystkich. Tomek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: niedziela, 23 sty 2005, 13:24 
"Na prostowanie sztywnych okazów jest metoda, ale trochę upierdliwa - słyszałem o patencie z pepsyną, ale mi się nigdy nie chciało aż tak kombinować. "


A cóż to za metoda z pepsyną?


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: niedziela, 23 sty 2005, 19:06 
Offline

Dołączył(a): czwartek, 5 lut 2004, 02:00
Posty: 1910
Lokalizacja: Palearktyka
Specjalność:
Tomasz Barłożek napisał(a):


Coż Pawełku,


Pozwolę sobie zaprotestować przed zdrabnianiem mojego imienia; nawet kobietom na to nie pozwalam ;-)

Tomasz Barłożek napisał(a):
metode z amoniakiem znalazlem w jednym z Kluczu do oznaczania owadów Polski. muszę przyznać że tam polecali amoniak 15 %, ja uzywam silniejszego,  


Pisałem już o amoniaku - doskonale rozpuszcza tkanki miękkie, kiedyś używałem go w preparatyce kopulatorów, ale przyciemniał cześci zesklerotyzowane. Jak nie boisz się o okazy i lubisz ten zapach to czemu nie...

Paweł (jedyna politycznie poprawna forma)

[ Dodano: 2005-01-23, 19:13 ]
gość napisał(a):
A cóż to za metoda z pepsyną?


Napisz do profesora Warchałowskiego; parę razy w rozmowie wspominał o takiej metodyce, ale nie wnikałem w szczegóły. Nie jestem maniakiem perfekcyjnego rozłożenia kończyn, jak coś się nie daje wyprostować to przyklejam na trójkąt, nic na siłę. Więc zadowala mnie tradycyjne rozwilżanie.
Paweł


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: odklejenie od kartonika
PostNapisane: poniedziałek, 16 maja 2005, 09:17 
Offline

Dołączył(a): niedziela, 28 mar 2004, 23:26
Posty: 102
Lokalizacja: Głubczyce
Specjalność:
Jak odkleić chrząszcza od kartonika,aby go nieuszkodzić.Mam małe okazy naklejone kiedyś na kartoniki,kartoniki są kiepskie a chrząszcze źle rozpięte.Chciałbym to zmienić niestety klej choć rozpuszczalny w wodzie trudno się rozwilża.Może znacie metodę rozpuszczenia papieru takim preparatem który nie uszkodzi chrząszcza ?.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 16 maja 2005, 10:17 
Offline

Dołączył(a): wtorek, 25 maja 2004, 12:36
Posty: 817
Specjalność:
Pozwalam sobie wtrącić kilka uwag do dyskusji na temat odmaczania. Przede wszystkim trzeba pamiętać, że nie można odmaczać w tempereturze powyżej 60 stopniu, a już na pewno nie wolno gotować czy wrzucać do wrzątku. Wtedy nieodwracalna denaturacja białek spowoduje trwałe usztywnienie. Na takie trwale sztywne okazy, lub bardzo stare, zatruwane np. cjankiem lub parami siarki, ale również na stare, organiczne kleje może pomóc tylko metoda pepsynowa. Pepsynę można dostać w aptekach, jak się ładnie poprosi to nawet na wagę, w ostateczności trzeba nabyć całą buteleczkę (starczy na 1000 lat). Są różne pepsyny, ale dla naszych celów nie ma to znaczenia, bo te różnice odgrywają rolę w leczeniu, a nie przy preparacji owadów. Potrzebny jest też kwas solny, w ostateczności techniczny, ale lepiej czysty. Przygotowujemy 1,5% roztwór kwasu solnego i do litra takiego roztworu wrzucamy, na oko, nieco pepsyny (tak na koniuszku noża, większa ilość jest niepotrzebna, a nawet może spowolnić proces trawienia). Z naszej praktyki wynika, że dla mniejszych chrząszczy czas moczenia może być do doby, dla większych nawet do tygodnia. Warto jednak co jakiś czas kontrolować proces, aby więzadła stawowe nie uległy rozpuszczniu, bo wtedy chrząszcz rozpadnie się na części (ale nam nigdy się to nie zdarzyło). Bez kwasu solnego nic nie wyjdzie, bo pepsyna działa tylko w środowisku kwaśnym, a kwas solny jest naturalnym składnikiem soków trawiennych. Tą metodą udało się nam rozmiękczyć i spreparować nawet najsztywniejsze okazy.
Na koniec jeszcze uwaga czy warto ładnie rozkładać chrząszcza na kartoniku. Osoby, kore widziały mój zbiór wiedzą o czym piszę. Otóż ja uważam, że zawsze warto. Nie tylko z powodów estetycznych, ale i praktycznych. Zrobienie ładnego zdjęcia z takich okazów oszczędza mnóstwo pracy w późniejszej obróbce zdjęcia. Jeżeli zależy nam na mocnym efekcie końcowym to bez ładnie rozłożonego okazu nic się ni da zrobić. A lepiej te owady rozłożyć póki są świeże, niż kiedy wyschną na wiór. Jak wyglądają efekty takich fotografii to zapraszam na moją stronę poświęconą stonkowatym Europy (link w linkach na stronie głównej). Wbrew opiniom niektórych osób na forum jestem też zwolennikiem przyklejania stóp, choć robię to delikatnie odrobiną śliny i rzadkiego roztworu kleju rybiego. Nigdy mi się nie zdarzyło, że to przyklejenie byłó źródłem jakiegoś uszkodzenia przy przeprowadzce.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: sobota, 8 mar 2008, 15:26 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 26 sty 2006, 11:33
Posty: 2565
Lokalizacja: Kędzierzyn-Koźle/Opole
UTM: CA08
Poprzedni(e) login(y): Curculio
Specjalność: Curculionoidea
inne zainteresowania: Muzyka metalowa, fantastyka, gry planszowe
Lech Borowiec napisał(a):
Potrzebny jest też kwas solny, w ostateczności techniczny, ale lepiej czysty. Przygotowujemy 1,5% roztwór kwasu solnego ... Bez kwasu solnego nic nie wyjdzie, bo pepsyna działa tylko w środowisku kwaśnym, a kwas solny jest naturalnym składnikiem soków trawiennych..


Czyli jak rozumiem z innym kwasem (np octowym) nic nie wyjdzie ?

Lechu, czy rozmaczasz tak wszystkie swoje okazy czy tylko te najbardziej "oporne" ?


Góra
 Zobacz profil WWW 
 
 Tytuł: Re: Odmaczanie
PostNapisane: sobota, 30 sie 2014, 13:21 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): poniedziałek, 2 lut 2004, 19:35
Posty: 6427
Lokalizacja: Tomaszów Mazowiecki
UTM: DC30
poziom: zaawansowany
Specjalność: Cerambycidae
inne zainteresowania: Muzyka, informatyka, makrofotografia.
Zastanawiam się nad użyciem wodorotlenku potasu KOH zamiast pepsyny + kwas solny HCl. KOH używam do ługowania miękkich części, więc on generalnie działa na   tkanki podobnie, jak tego oczekiwałbym od pepsyny. Zrobiłem próbę z rozwilżonym ale jednak nadal twardym okazem kózki 10mm, poleżała w zimnym KOH 20 minut i zdecydowanie zmiękła, przy czym nie widzę żadnej zmiany w wyglądzie. Ba, one jest nawet dobrze umyta.

Mam pytanie o działanie uboczne KOH w takiej sytuacji, czy spodziewać się czegoś niekorzystnego? Wygląda mi tak, jakby KOH mógł być dobrą alternatywą dla opisanej metody z pepsyną w towarzystwie HCl.


Góra
 Zobacz profil WWW 
 
 Tytuł: Re: Odmaczanie
PostNapisane: sobota, 30 sie 2014, 13:55 
Offline

Dołączył(a): poniedziałek, 28 kwi 2014, 20:31
Posty: 244
UTM: tarnów
Specjalność:
Ooo, to ciekawe. Jakiego stezenia uzywasz? Bo to moze byc tajemnica sukcesu. Fajna sprawa i sam chyba potestuje na mniej cennych chrzaszczach  :tak:


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odmaczanie
PostNapisane: sobota, 30 sie 2014, 17:32 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): środa, 14 gru 2011, 10:29
Posty: 1099
Specjalność:
Hmm ciekawy pomysł. ale moge wypowiedzieć się jedynie w kwestii degradacji tkanki kręgowców. Stosuje ja czasem w maceracji na zimno i gorąco kości z tkanki mięśniowej. Działa bardzo dobrze - w kontrolowanym roztworze. Chwila nieuwagi i zaczyna trawić nawet więzozrosty i chrząstkozrosty, dosyć gwałtownie, chociaż używam 2-4% wodorotlenku. Problem z wypłukaniem, bo nigdy się go dopłukać do końca nie da i trzeba gotować w czystej wodzie kości albo neutralizować, co dobrze kościom nie robi... Przypuszczam, że z odwodnionymi mięśniami bezkręgowców będzie tak samo, problem może się pojawić nie tyle w czasie trawienia ile przy stopniowym odparowywaniu wody z rozmaczanego okazu, czasami degradacja może przesunąć się w czasie a dodatkowo może po pewnym czasie pokazać się biały nalot na okazie. Właściwe byłoby pracować w rękawicach chociażby lateksowych.Oczywiście problemy to tylko teoria, może się okazać, że nic się z okazem nie dzieje, trzeba by empirycznie popróbować w różnych stężeniach, różnej długości maceracji, różnej temperaturze, ale może to być ciekawa alternatywa dla HCl i pepsyny  :brawo:  :okok:


Góra
 Zobacz profil WWW 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 40 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Protected by Anti-Spam ACPPowered by phpBB® Forum Software © phpBB Group